Upragniona wyprawa na ruiny zamku Trosky okazała sie „wypraweczką” taka miniaturka wyprawy. Z szosy ruiny wyglądają o wiele bardziej efektowie niż z góry. Na górę można prawie do końca podjechać samochodem, później pokonuje się kilka schodów i już..;( Już nasz zacny Chojnik daje więcej satysfakcji w zdobywaniu... troszkę się zawiodłam, ale nie mówię, że nie warto... zawsze to nowe doświadczenie... aczkolwiek tłumy turystów też są męczący więc polecam wycieczkę z samego rana, jak inni jeszcze śpią. Przynajmniej jest wtedy trochę tajemniczo
i cicho i więcej miejsca, bo później trzeba się przeciskać na schodach pomiędzy spoconymi ciałami oglądaczy w klapkach;) Zdecydowanie większa frajda była na prachovskich skałach, tym bardziej, że się zgubiliśmy (tzn. Ja zgubiłam moich chłopaków) i szukaliśmy się trochę po tych labiryntach.. Szukanie dało taki efekt, że Krzysiek, żeby zagadać Tymona skakał i śpiewał Jagódki;) i spotkaliśmy się się przy wejściu do parku;) nie powiem, żeby było to miłe doświadczenie, to zgubienie moich chłopaków, bo odnalezienie było arcy miłe;)
czwartek, 21 sierpnia 2008
Trosky
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz